nagłowek 1

nagłowek 1

czwartek, 30 kwietnia 2015

Przegląd lodówki #1 Grzanki z pesto i camembert, kombinowana sałatka


Zdarzają się Wam takie sytuacje, że w waszej lodówce poza kilkoma pozornie nie pasującymi do siebie produktami jest tylko światło i woń zjedzonej już kiełbasy? Ja mam tak dość często. Statystycznie raz w tygodniu. Jako matka dwójki dzieci, wychowująca je samotnie przez większość czasu (mąż ciągle w delegacji) w dodatku mieszkająca na wsi mam odwieczny problem z wyjazdem na zakupy spożywcze. Jeśli ktoś ma podobną sytuację to wie jakim ekstremalnym wyczynem są zakupy z dzieciakami. Zazwyczaj wykorzystuję jakiegoś członka rodziny do opieki nad „słodkimi czortami” gdy ja hasam po biedronkach i kauflandach z przepełnionym wózkiem po brzegi, pod pachą taszcząc wielopack papieru toaletowego. (wiecie jak ludzie się na mnie patrzą). Niestety nie zawsze ktoś może z nimi zostać
Więc dawaj!
Jedziem na zakupy całą ekipą. Leon w wózku, Antek przy nodze i kupujemy. Obowiązkowo trzeba znaleźć na początku dział z bułkami, bo Leon musi coś jeść cały czas, żeby siedział spokojnie. Antek ładuje do koszyka wszystkie „niezbędne rzeczy” a ja szukam wzrokiem promocji. Po 5 minutach Leon się niecierpliwi, stęka i koniecznie chce wyjść z wózka. Antek natomiast chce siku albo kupę.
O Maaaatko! Zaraz oszaleje.

- Wytrzymasz ?
- Mama szybko, bo nie wytrzymam.

Zostawiam wózek do połowy wypełniony. Leona pod pachę, Antka tańczącego „taniec sikacza” za rękę i szukamy jakiejś toalety. Gdy sprawa zostaje załatwiona. Wracamy w nadziei, że nasz wózek nie został znaleziony przez ochronę i rozpakowany.
Wózek jest. Jedziemy dalej. Leon jęczy coraz głośniej. Antek zrobił się przeraźliwie głodny. „Mama zaraz umrę z głodu, słabo mi”.
Nie wytrzymam zaraz. Jakby nie ta przerażająco pusta lodówa wyszłabym z cholerę z tego sklepu.
I znowu ludzie się na mnie gapią. Już nie patrzą a gapią. Leon już nie stęka a krzyczy rzucając wymymlaną bułką. Antek je jakiegoś rogala czy batona umorusany caly, domagając się „czegoś do picia” (co to piknik?). A ja?  Ja cichaczem odkładam wszystkie „niezbędne rzeczy”, wykładam zakupy na taśmę i nic sobie z tego nie robię. Płace, pakuje zakupy i marudzące dzieciaki do samochodu i pędzę do domu. Potem jeszcze problem jak to rozpakować.
Podsumowując zakupy z chłopakami robię jak jestem totalnie zdesperowana a familia nie ma czasu się nimi zająć.

Dlatego też na zakupy wybieram się raz w tygodniu. A niech się ludzie patrzą na rozczochraną babę ze wsi taszczącą chmarę zakupów ;)

Stan pustej lodówki był u mnie przedwczoraj. Akurat siostra była robić jakiś projekt na studia i gdy wracała zajechała zrobić mi manicure i pedicure bo aż wstyd się pokazywać ludziom z takimi paznokciami. (ci z marketu już w ogóle mieliby widowisko)

- Ale jestem głodna. Masz coś dobrego?
- Ooo nie mam nic, ale coś się wymyśli.

Otworzyłam lodówkę i z pozostałości zmontowałam nawet względną kolację.
No dobra.
Nieskromnie napiszę, że bardzo dobra wyszła.
Mam szczerą nadzieje, że ta kolacja pomimo sera zalicza się pod kategorię fitt. W razie obaw, pominąć można camembert. ;)

Grzanki z pesto i camembert / 2 porcje
* 4 kromki chleba pełnoziarnistego
* 4 łyżeczki pesto czerwonego
* 8 plasterków sera camembert
Chleb posmarować pesto, na wierzch położyć ser i zapiec w piekarniku aż ser się rozpuści

Kombinowana sałatka/ 2 porcje
* 2 garście zieleniny ( u mnie resztki roszponki i rukoli)
* 4 plastry pomidorów suszonych z oleju
* kilka pomidorków koktajlowych
* dwa plastry sera feta (ok 1/3 opakowania, tyle akurat miałam w lodówce)
* ok. 20 oliwek zielonych i/lub czarnych
* krem z octem balsamicznym z Modeny
* 2 łyżki prażonych ziaren (słonecznik/dynia/sezam)

Wszystkie składniki podzielić na dwa. Pokroić, pokruszyć,wysypać. Co tam chcecie. Polać sosem i zajadać. Przegryzać grzankami J








 Smacznego :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz